Najlepsze płyty 2019 roku

Grudzień 1, 2019

Siedzę w gabinecie otoczony płytami, rozmyślając o tym, co przesłuchałem w ciągu ostatnich miesięcy i zrobiłem listę najlepszych płyt 2019 roku. Wiem, że do końca roku został jeszcze niecały miesiąc, jednak mam już pewne wyobrażenie rynku muzycznego w mijającym roku. Nie uważam też, żeby premiery grudniowe wpłynęły na moją decyzję. Jeśli jednak tak się stanie zrobię suplement do wpisu, wpis uzupełniający lub też zmienię wpis.


Jest jeden ważny powód, dla którego publikuję podsumowanie roczne na początku grudnia. Praktycznie cała branża to robi. Nie chcę się sugerować innymi zestawieniami ani nie chcę,aby ktoś mi zarzucał, że podsumowanie jest zmodyfikowanym rankingiem opublikowanym przez „NME”, „Rolling Stone”, „Pitchfork” itd. Nie jestem jednak pierwszym pismakiem, który wrzuca swoje podsumowanie do sieci. Magazyn „Time” już ogłosił nowy album FKA twigs najlepszym w tym roku. Zrobiło to też pary innych redaktorów.
A oto moja lista, która chyba się nie zmieni w najbliższych tygodniach:


1.Vampire Weekend – Father of the Bride


1.The Chemical Brothers – No Geography


-Rammstein-Rammstein

Rammstein Rammstein


-The Cranberries -In The End


-Lana Del Rey – Norman Fucking Rockwell!


-Sharon Van Etten – Remind Me Tomorrow


-Ariana Grande – thank you,next


-Bring Me the Horizon – amo


-Beth Gibbons / Krzysztof Penderecki / Polish Radio Symphony Orchestra – Henryk Górecki: Symphony No. 3 Symphony of Sorrowful Songs


-Karen O and Danger Mouse – Lux Prima


Po raz pierwszy zdecydowałem się wyróżnić ex aequo dwie płyty. Krążki całkowicie od siebie różne. „Father of the Bride” to spokój i aranżacyjne wyrafinowanie. Co ciekawe Vampire Weekend to zupełnie nie moja bajka. Po udanym debiucie tej kapeli nigdy nie sięgałem po jej nagrania. Nagrania Ezry Koeniga i kolegów zbywałem machnięciem ręki. „Father of the Bride” to jednak album nie tylko dobry i bardzo melodyjny, ale też bardzo świeży. Nikt inny takich nagrań nie prezentuje. Na pewno ten album zawiera muzykę nie tylko interesująca, ale też inną niż wszystko co do tej pory poznaliśmy w komercyjnych radiostacjach. „No Geography” to z kolei szybka, elektroniczna jazda bez trzymanki. To nieprawda, że The Chemical Brothers odrodzili się dzięki tej płycie. Oni zawsze trzymali poziom. Ta płyta jednak nie ma słabych punktów i spokojnie można ją zestawić z najbardziej znanymi dokonaniami Anglików z drugiej połowy lat 90.

Najlepszą dziesiątkę uzupełniają dwa rockowe krążki autorstwa Rammstein i Bring Me the Horizon oraz dzieła uzdolnionych kobiet. Na szczególną uwagę z tych wszystkich wydawnictw zasługuje dramatyczny „In The End” The Cranberries. Wokalistka grupy Dolores O’Riordan ukończyła prace nad utworami z tej płyty dzień przed swoją tragiczną śmiercią. Koledzy z zespołu postarali się jak nigdy i The Cranberries godnie pożegnali się ze słuchaczami.

In memoriam

Wrzesień 10, 2019

W dniu dzisiejszym odkładam na dość długi czas projekt Popmusik. Pora zająć się innymi rzeczami, ciekawszymi i bardziej dochodowymi.  W związku z tym  chciałem wrzucić  tutaj coś osobistego, dlatego umieściłem playlistę poświęconą mojej tragicznie zmarłej koleżance Uli Siarkiewicz. Nie tylko znałem i lubiłem ją od dziecka, ale mieliśmy podobne zainteresowania.

Jej miłość do literatury i kultury wysokiej sprawiła, że mimo że mieszkaliśmy daleko od siebie była mi bliższa niż wiele osób z sąsiedztwa. Podczas gdy ja okrywałem nową falę i rock progresywny, Ula poznawała i promowała książki Karla Ove Knausgårda, Norę Joyce’a i Olgi Tokarczuk – najmocniejsze i najlepsze pozycje literatury światowej.

Playlista jest bardzo elegancka, sentymentalna i zawiera same piękne utwory. 33 utwory, czyli tyle ile lat przeżyła Ula. Powinna Wam wszystkim przypaść do gustu.

Żadna z tych piosenek nie znalazła się tutaj przypadkiem. Część piosenek często jest dedykowana bliskim zmarłym. Przykładem jest numer „Jesus to a Child” – melancholijny hołd George’a Michaela dla zmarłego kochanka Anselmo Feleppa. Artysta poznał go w 1991 roku. Dwa lata później Feleppa zmarł, a George Michael doznał kryzysu twórczego z powodu swojego żalu.

„Candle in the Wind” to nie tylko rockowa ballada wszech czasów, ale też numer który często pojawia się na pogrzebach. Utwór pojawił się po raz pierwszy na super-płycie „Goodbye Yellow Brick Road” i był poświęcony Marylin Monroe. Po śmierci księżnej Diany został zarejestrowany ponownie ze zmienionym tekstem. Wersja z 1997 roku została wykonana przez Eltona tylko raz – podczas pogrzebu księżnej w Opactwie Westminsterskim 6 września 1997 roku.

Nie mogło tutaj zabraknąć piosenek zespołu Queen, który lubiła. Refleksyjne pieśni „These Are The Days Of Our Lives” i „The Show Must Go On” są często słuchane podczas żałoby. Te piosenki zresztą były mało dyskretnym pożegnaniem wokalisty zespołu z fanami. Pełen aluzji, metafor i różnego rodzaju figur retorycznych „The Show Must Go On” w chwili gdy się ukazał brzmiał niezwykle niepokojąco i zapowiadał nadchodzącą tragedię.

Wreszcie jest tu standard laureata literackiej Nagrody Nobla Boba Dylana „Knockin’ on Heaven’s Door”. Największy literat wśród muzyków napisał go do sceny w filmie „Pat Garrett i Billy Kid”, w której szeryf miasta umiera w ramionach swojej żony.

Większość utworów, które znajdują się na playliście to kawałki melancholijne, posępne, elegijne jak np. dobrze wprowadzający w klimat całości „Laura Palmer’s Theme”. Cześć utworów to jednak zupełnie inne rzeczy. Nie są one może wesołe, ale nie mają przygnębiającego charakteru. To dlatego, że choć playlista została zainspirowana śmiercią Uli to ona sama była bardzo fajną osobą i nie kojarzyła mi się z mrocznymi, dołującymi piosenkami.

Oprócz dobrych książek lubiła też gwiazdy i dlatego w zestawieniu znajduje się fragment  „The Orb’s Adventures Beyond the Ultraworld” – ciągłej, progresywnej,dwugodzinnej kompozycji, będącej według jej autorów psychodeliczną podróżą po bezkresach kosmosu. Podobny charakter ma „The Lifter” warszawskiej kapeli Tides from Nebula. Przy tym utworze można dryfować po zupełnie innych światach. Wrzucenie kompozycji najlepszej warszawskiej kapeli jest też moim ukłonem dla Warszawiaków -wszak Ula była ze stolicy.

Najbardziej z tych wszystkich numerów z Ulą kojarzy mi się jednak kawałek „Oooh La” zespołu The Kooks. Wokalista angielskiej formacji Luke Pritchard śpiewa w piosence „ooh la she was such a good girl to me ooh la the world just chewed her up, and spat her out„. Ooh la jest niczym innym jak transkrypcją fonetyczną imienia Ula, natomiast wersy powyżej można przetłumaczyć w taki sposób: „ona była taka dobra dla mnie, a świat tak po prostu przeżuł sobie ją i wypluł„. Tekst jest oczywiście wspaniały, ale do tego, żeby dodać ten numer do playlisty zmusił mnie teledysk. Klip został nakręcony w 2006 roku i opowiada o młodej dziewczynie, która kochała Paryż i zginęła w tragicznym wypadku. Na końcu filmu Pritchard odwiedza jej grób i kładzie na nim kwiaty. Dało mi to myślenia. Czyżby taka historia już się kiedyś wydarzyła?

Miłego odsłuchu!

Myślą przewodnią zestawienia jest piękny literacki tekst „Everything I Own” Davida Gatesa z grupy Bread:

Mógłbym oddać wszystko co mam
zrezygnować z życia, z serca, z mojego domu.
Mógłbym oddać wszystko co mam
za to żeby Cię odzyskać.
Żeby chociaż móc Cie znów przytulić.

Czy jest ktoś, kogo znasz,
Kogo również kochasz,
Ale go zaniedbujesz?
Możesz stracić go pewnego dnia,
Odejdzie,
I nie będzie słyszał, co do niego mówisz.

P.S. Ula! Do zobaczenia w meandrach kosmosu!

Poznaj Ghost

Sierpień 19, 2019

Ghost na scenie

Ghost - wokalista Papa Emeritus

Ghost jest najlepszą rzeczą jaką możecie poznać w tym tygodniu. Chociaż ciekawych kapel jest teraz wiele mało która ma do zaoferowania tyle co Szwedzi.

Młoda Polska i satanizm

Co ciekawe być może nie byłoby jednej z najlepszych kapel na świecie gdyby nie Polacy! Bo jeżeli mówimy o Ghost to nie unikniemy tematu satanizmu, okultyzmu, spirytyzmu. A to właśnie tego typu zagadnienia najbardziej interesowały XIX-wieczną krakowską cyganerię artystyczną ze Stanisławem Przybyszewskim na czele. To właśnie ten pisarz i dramaturg, który zapoczątkował epokę Młodej Polski jest uznawany za prekursora współczesnego satanizmu intelektualnego. Czyli krótko mówiąc to Polacy są za odpowiedzialni za wprowadzenie tego systemu religijnego do popkultury. I nie jest to stwierdzenie przesadne. Warto dodać, że to pod wrażeniem noweli „Msza żałobna” Przybyszewskiego norweski malarz Edvard Munch namalował jeden z najsłynniejszych obrazów „Krzyk”. Jakby tego było mało Munch wręczył Przybyszewskiemu obraz w prezencie.

Twórczość

Zostawmy polską literaturę w spokoju i wróćmy do Ghost. Oczywiście te wszystkie inspiracje i symbolika nie tylko napędzają zespołowi fanów, ale też są przyczyną problemów, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Chociaż muzyka Ghost jest niezwykle melodyjna to jest w tym kraju zakazana w sieciach handlowych, w większości programów telewizyjnych oraz komercyjnych stacji radiowych. Nie ma co dziwić. Instrumentalnie twórczość Ghost przypomina klasyków hard rocka i heavy metalu. Krytycy porównują ich do Black Sabbath, Judas Priest i Metalliki. Jednak tekstowo jest już bardzo mocno. Już w pierwszym przeboju „Ritual” Szwedzi bluźnili i sprofanowali modlitwę „Ojcze Nasz”. Ghost śpiewają o satanistycznych obrzędach mających na celu spłodzenie nieświętego bękarta. Refren tego utworu brzmi tak:
Ojcze nas
któryś jest w piekle
nieświęte imię Twoje
Przeklęte niech będą synowie oraz córki
Twojego Nemesis
Którą winić trzeba
Przyjdź królestwo Twoje
nemA.

O ile debiutancki album zespół można było potraktować jako ciekawostkę to druga płyta zespołu „Infestissumam” okazała się sensacją. Zawierający hity „Secular Haze” i „Year Zero” krążek zdobył szwedzką nagrodę Grammi, szczyt rockowej listy Billboardu oraz szwedzkiej listy przebojów. Piekielnie mocno grający zespół okazał się nie lada konkurencją dla popowych wymiataczy pokroju The Cardigans, Lykke Li czy The Knife. Takie piosenki jak „Ghuleh / Zombie Queen”, „Monstrance Clock” czy „Per Aspera ad Inferi” były bardziej przebojowe niż większość szwedzkich pop-rockowych hitów. Szwedzi mieli w 2013 roku nowego króla. A właściwie papieża.

Ghost na scenie

Papieska sutanna, tiara, pierścienie. Tak właśnie na scenie prezentował się wokalista formacji Papa Emeritus. Od prawdziwego papieża wokalistę Ghost odróżniał jedynie czarny kolor sutanny oraz upiorny makijaż mogący przestraszyć każdego. Papa Emeritus to była oczywiście największa atrakcja sceniczna Ghosta, ale cały spektakl tworzony przez zespół jest bardzo ciekawy. Ghost tworzy przedstawienia na miarę największych ikon lat 70. – Davida Bowiego, Kiss oraz Alice Coopera. Aczkolwiek muzycy mówią, że muzycznie i wizualnie bardziej zainspirował ich inny zespół – mianowicie psychodeliczny i progresywny Pink Floyd.

Ghost w Polsce

W każdym razie Ghost będzie można zobaczyć niedługo w Polsce w ramach tournée „A Pale Tour Named Death”. Zespół podczas koncertu zaprezentuje utwory z przepełnionej hitami dyskografii. Oczywiście będzie można usłyszeć też numery z najnowszego i bardzo ciekawego albumu „Prequelle”, opisującego średniowiecze oraz Czarną Śmierć. Na scenie jednak nie będzie Papy Emeritusa. Grupę bezimiennych upiorów uzupełniają teraz saksofonista Papa Nihil oraz Cardinal Copia, który zastąpił emerytowanego papieża na stanowisku frontmana.

Kylie Minogue – Step Back in Time: The Definitive Collection

Lipiec 12, 2019

Spis utworów:

Kylie Minogue – Step Back in Time Płyta 1

1.”Can’t Get You Out of My Head” (from Fever, 2001)
2.”Spinning Around” (from Light Years, 2000)
3.”Love at First Sight” (from Fever, 2001)
4.”Dancing” (from Golden, 2018)
5.”In Your Eyes” (from Fever, 2001)
6.”Slow” (from Body Language, 2003)
7.”All the Lovers” (from Aphrodite, 2010)
8.”I Believe in You” (from Ultimate Kylie, 2004)
9.”In My Arms” (from X, 2007)
10.”On a Night Like This” (from Light Years, 2000)
11.”Your Disco Needs You” (from Light Years, 2000)
12.”Please Stay” (from Light Years, 2000)
13.”2 Hearts” (from X, 2007)
14.”Red Blooded Woman” (from Body Language, 2003)
15.”The One” (from X, 2007)
16.”Come into My World” (radio edit; from Fever, 2001)
17.”Wow” (from X, 2007)
18.”Get Outta My Way” (from Aphrodite, 2010)
19.”Timebomb” (non-album single, 2012)
20.”Kids” (with Robbie Williams; from Light Years, 2000)
21.”Stop Me from Falling” (from Golden, 2018)
22.”New York City”

Kylie Minogue – Step Back in Time Płyta 2

1.”Step Back in Time” (from Rhythm of Love, 1990)
2.”Better the Devil You Know” (from Rhythm of Love, 1990)
3.”Hand on Your Heart” (from Enjoy Yourself, 1989)
4.”Wouldn’t Change a Thing” (from Enjoy Yourself, 1989)
5.”Shocked” (DNA 7″ mix; from Rhythm of Love, 1990)
6.”Especially for You” (with Jason Donovan; from Ten Good Reasons, 1989)
7.”I Should Be So Lucky” (from Kylie, 1988)
8.”Celebration” (from Greatest Hits, 1992)
9.”The Loco-Motion” (7″ mix; from Kylie, 1988)
10.”Give Me Just a Little More Time” (from Let’s Get to It, 1991)
11.”Never Too Late” (from Enjoy Yourself, 1989)
12.”Got to Be Certain” (from Kylie, 1988)
13.”Tears on My Pillow” (from Enjoy Yourself, 1989)
14.”Je ne sais pas pourquoi” (from Kylie, 1988)
15.”What Kind of Fool (Heard All That Before)” (from Greatest Hits, 1992)
16.”What Do I Have to Do” (7″ mix; from Rhythm of Love, 1990)
17.”Confide in Me” (radio mix; from Kylie Minogue, 1994)
18.”Breathe” (radio edit; from Impossible Princess, 1997)
19.”Put Yourself in My Place” (radio mix; from Kylie Minogue, 1994)
20.”Where the Wild Roses Grow” (with Nick Cave and the Bad Seeds; from Murder Ballads, 1996)

Kylie Minogue

Opener 2019

Fani muzyki dużo pisali na temat line-upu tegorocznego Openera. Dla wielu ludzi był on rozczarowujący. Festiwalowiczom szczególnie do gustu nie przypadli headlinerzy. Travis Scott to propozycja wyłącznie dla młodych ludzi, lubiących nową scenę rap. The Strokes byli rockową sensacją w pierwszych latach 21 wieku, po wydaniu „First Impressions of Earth”. Później mało kto śledził ich losy. The Smashing Pumpkins po ogłoszeniu przerwy w działalności w 2000 roku popadli w niełaskę fanów. Jedyną płytą, która wzbudziła zainteresowanie po wznowieniu działalności przez zespół „Zeitgeist”.

Lana Del Rey z kolei pomimo niezłych osiągnięć na amerykańskiej liście przebojów jest wciąż uznawana wyłącznie za gwiazdę 2012 roku. Ostatni album piosenkarki „Lust for Life” doszedł co prawda do 1. miejsca US Billboard 200, ale później sprzedawał się znacznie gorzej i ostatecznie zajął słabe 142. miejsce w podsumowaniu rocznym w USA. Poza tym wszyscy headlinerzy oprócz Travisa Scotta w Polsce do tej pory byli, więc sensacji nie wzbudzili. Fani średnio byli też zainteresowani słabo znanymi w Polsce wykonawcami jak: Idles, Kamasi Washington, Perry Farrell czy Diplo.

Kylie Minogue – as z rękawa

W celu wzmocnienia składu Alter Art na sam koniec wyciągnął asa z rękawa, czyli legendarną wokalistkę pop Kylie. Był to świetny ruch, bo Kylie w tym momencie wzbudza większe zainteresowanie niż większość pozostałych wykonawców. Pod koniec czerwca artystka wypuściła na rynek składankę swoich największych hitów „Step Back in Time: The Definitive Collection”, a następnie dała świetne show na legendarnym festiwalu Glastonbury.

Zainteresowanie kolekcją przebojów Australijki jest dość duże. Album znajduje się teraz na 1. miejscu w Wielkiej Brytanii i Australii. Jest to zdecydowanie najpełniejszy i najciekawszy zbiór hitów piosenkarki. Oprócz tego to zestawienie podsumowujące karierę Kylie sprzedaje się lepiej niż trzy poprzednie składanki największych hitów piosenkarki.

Kylie Minogue obecnie

Kylie Minogue na pewno potrzebowała takiego wydawnictwa. Nie da się ukryć, że jej czasy minęły prawdopodobnie bezpowrotnie. Ostatni hit z prawdziwego zdarzenia Kylie wydała w 2010 roku i był to numer „All the Lovers” . Później było jeszcze parę kawałków, które doszły do szczytu zestawienia klubowych hitów w USA, ale to już nie było to. To już nie były czasy „Can’t Get You Out of My Head„, ani nawet „The Loco-Motion„.

Tak na dobrą sprawę Kylie ma taką sytuację jak Madonna. Nowe płyty średnio się sprzedają, a krytycy nie smagają jej po plecach za mało melodyjne utwory. Czyli krótko mówiąc jak na gwiazdę tego formatu jest to słabe osiągnięcie.

Zawartość płyty. „Confide in Me” i reszta

„Step Back in Time: The Definitive Collection” po mało zapadającym w pamięć albumach „Kiss Me Once”, „Kylie Christmas” i „Golden” jest jak znalazł. Nie ma tu zbyt wiele materiału z ostatnich lat, który nie przypadł zbytnio fanom do gustu.

Są za to taneczne hity, które wyniosły Kylie na piedestał. Jest słynny taneczny utwór nagrany w stylu nu-disco „Love at First Sight„, zadziorny rockowy kawałek „Kids” zaśpiewany przez Kylie do spółki z Robbiem Williamsem i zainspirowany nurtem minimal techno „Slow„.

Jest też najlepszy i najbardziej innowacyjny numer Kylie w karierze „Confide in Me„. Wydany w 1994 roku kawałek zaskoczył słuchaczy elementami indie popu, trip-hopu oraz muzyki bliskowschodniej. I choć utwór został wyraźnie zainspirowany kultową przeróbką hitu Jane „It’s A Fine Day” w wykonaniu Opus III była to zupełnie nowa jakość. Zresztą do dzisiaj niesamowicie słucha się orkiestrowej aranżacji w tym utworze. Smyki zrobiły wspaniałą robotę.

Nie wszystko na albumie jest niestety takie fajne. Drugą płytę oprócz kultowego „Confide in me” wypełnia rąbanka wyprodukowana przez trio angielskich producentów Stock Aitken Waterman, której w małych ilościach słucha się z sentymentem, a w dużych jest niestrawna.

Podsumowanie

W każdym razie „Step Back in Time: The Definitive Collection” to album, którego warto posłuchać. Jest tu sporo przyjemnych dla ucha hitów. Pokazuje jak wyglądał brytyjski, generalnie dość dobry pop w ostatnich 30 latach. No i przede wszystkim składanka jest teraz na topie, a Kylie daje koncerty. Może jeszcze raz u nas wystąpi. Warto się więc przygotować!


%d blogerów lubi to: