Nowy adres strony popmusik.pl

Czerwiec 5, 2019

Zapraszam wszystkich na nową witrynę internetową http://popmusik.pl/  Jest tam dużo nowych artykułów. Poza tym strona jest przystosowywana do smartfonów.

Reklamy

Queen – A Kind of Magic, recenzja 2008

Marzec 22, 2019

queen__a_kind_of_magic

Queen – A Kind of Magic (1986) EMI

01. One Vision – 5:11
02. A Kind of Magic – 4:24
03. One Year of Love – 4:28
04. Pain Is So Close to Pleasure – 4:22
05. Friends Will Be Friends – 4:13
06. Who Wants to Live Forever – 5:17
07. Gimme the Prize – 4:35
08. Don’t Lose Your Head – 4:38
09. Princes of the Universe – 3:34

W 1986 roku zespół Queen znajdował się u szczytu popularności. Formacja funkcjonowała jako ikona hard rocka z lat 70. oraz gwiazda muzyki pop. Swój sukces w latach 80. grupa zawdzięczała zgrabnym radiowym przebojom oraz wielkim, perfekcyjnie wykonywanym koncertom, takim jak występ w Rio de Janeiro w styczniu 1985 roku, gdzie zespół zagrał przed blisko 200-tysięczną publicznością. Wielkim sukcesem medialnym okazał się także występ na charytatywnym koncercie Live Aid, zorganizowanym przez Boba Geldofa na stadionie Wembley w Londynie 13 lipca 1985 roku. Geldof po usłyszeniu wiązanki największych przebojów Queen ogłosił ich koncert najlepszym występem wieczoru. Nic dziwnego więc, że płyta „A Kind of Magic” błyskawicznie zdobyła listy przebojów na całym świecie, dochodząc do 1. miejsca w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Krążek osiągnął też niezły sukces artystyczny, otrzymując w prasie dość przychylne recenzje. Biorąc pod uwagę mieszane uczucia z jakimi dziennikarze przyjęli dwa poprzednie, kontrowersyjne albumy kapeli, był to dość spory sukces, tym bardziej, że „A Kind of Magic” stylistycznie specjalnie nie różni się od „Hot Space” oraz „The Works”.

Większość utworów jakie znalazły się na tej płycie powstała z myślą o ścieżce dźwiękowej filmu Russella Mulcahy’ego „Nieśmiertelny”. W filmie nie pojawiają się tylko trzy piosenki z „A Kind of Magic”: soulowe, kojarzące się z utworami z wytwórni Motown nagranie „Pain Is So Close to Pleasure”, patetyczny, nadmuchany jak balon utwór „Friends Will Be Friends” oraz otwierająca całość, hard rockowa kompozycja „One Vision”. Muzyków do napisania ostatniego z wyżej wymienionych kawałków zainspirowała idea wspomnianego koncertu Live Aid. Ten utwór rozpoczyna się słowami słynnego przemówienia lidera ruchu praw obywatelskich w USA Martina Luthera Kinga spod Pomniku Lincolna w Waszyngtonie z 1963 roku „I Have A Dream…”, ale kończy się za to tekstem „Just gimme gimme gimme Fried chicken”. Ta końcówka jest dowodem na to, jakimi członkowie Queen byli żartownisiami. Dowodów na powyższą tezę można by mnożyć, jednak wystarczy tylko wspomnieć o teledysku do utworu „I Want to Break Free”, w którym członkowie grupy przebrali się za kobiety.

Najlepszymi fragmentami płyty „A Kind of Magic” oprócz wspomnianego „Pain Is So Close to Pleasure”, które brzmi jakby zostało nagrane przy udziale czarnoskórych muzyków, są: „One Year of Love”, „Gimme the Prize (The Kurgan’s Theme)”, „Don’t Lose Your Head” oraz „Princes of the Universe”. Piosenka „One Year of Love” została napisana przez basistę Johna Deacona i nagrana bez udziału gitarzysty Briana Maya. W jej nagraniu uczestniczyła sekcja smyczkowa, prowadzona przez Lyntona Naifa oraz saksofonista Steve Gregory. Ten delikatny, aksamitny utwór zdecydowanie różni się od trzech pozostałych kawałków. „Gimme the Prize (The Kurgan’s Theme)” to z kolei jeden z najmocniejszych kawałków zespołu z lat 80., przypominający czadowy, gitarowy Queen z płyt „Sheer Heart Attack” oraz „News of the World”. Jeszcze mocniejszy jest energetyczny, heavy metalowy „Princes of the Universe”, w którym zachwycają zmiany tempa oraz wyborna gitarowa solówka Briana Maya. „Don’t Lose Your Head” to natomiast rozpędzone do granic możliwości syntezatorowe cacko.

Opisując tę płytę nie można zapomnieć o przebojach singlowych. Oprócz „One Vision” dużą popularność zdobyły kawałki: tytułowy, który śmiało można określić jako idealnie skrojony utwór pop oraz majestatyczny, ale też kiczowaty i nagrany wraz z orkiestrą Michaela Kamena numer „Who Wants to Live Forever”.

Co prawda ten album nie jest największym osiągnięciem Queen, aczkolwiek obcowanie z „A Kind of Magic” to czysta przyjemność, której nie warto sobie odmawiać.

 

Halsey – Without me

Marzec 22, 2019

Halsey__Without_Me

Halsey_LA_2

powyżej: Halsey w obiektywie Justina Higuchi – Halsey 03/11/2015 #16

Życie Ashley Frangipane to temat na naprawdę mocny i interesujący artykuł. Piosenkarka ma korzenie włoskie, irlandzkie,węgierskie oraz afroamerykańskie. Jako dziecko grała na skrzypcach, altówce i wiolonczeli, a w wieku 14 lat przerzuciła się na gitarę. Mniej więcej w tym samym czasie u artystki pojawiły się problemy zdrowotne. W wieku siedemnastu lat Ashley próbowała popełnić samobójstwo. Później była trwająca 17 dni hospitalizacja i diagnoza. Lekarze stwierdzili u Ashley chorobę afektywną dwubiegunową, objawiająca się halucynacjami, gonitwą myśli,podnieceniem psychoruchowym,problemami z koncentracją uwagi i myślami samobójczymi.

Ashley rozpoczęła karierę się w 2012 roku, gdy zaczęła umieszczać filmiki na YouTube, Kik i Tumblr. W 2014 roku piosenkarka koncertowała już wraz ze słynnym angielskim zespołem rockowym The Kooks. Rok później wydała debiutancki album „Badlands” i nagrała wraz z Justinem Bieberem utwór „The Feeling” , który znalazł się na albumie Biebera „Purpose”. Jednak prawdziwy przełom nastąpił rok później. Ashley, już jako Halsey (anagram imienia Ashley), nagrała wokale do numeru „Closer” autorstwa dwójki nowojorskich didżejów przedstawiających się jako The Chainsmokers . Kawałek stał się największym hitem lata i zdobył nominację do nagrody Grammy w kategorii najlepsze wykonanie pop przez duet lub grupę.

Pomimo sukcesu komercyjnego Halsey nie była ulubienicą krytyków muzycznych. The Chainsmokers byli w czasach triumfów najbardziej hejtowanym zespołem obok Nickelback, a „Closer” najbardziej znienawidzoną piosenką. Piosenki Ashley z dwóch studyjnych albumów zdobyły z kolei średnią popularność. Na pewno nie ma na nich ponadczasowego hitu. Niedawno jednak nawet to się zmieniło.

Kawałki „Him & I” nagrany z raperem G-Eazy oraz „Eastside„, będący produkcją Benny’ego Blanco nie tylko świetnie się sprzedały, ale też zdobyły pochwały krytyków. Co by o nich nie mówić największą ich zaletą jest wokal Ashley. Pod koniec 2018 roku Halsey zaprezentowała natomiast swój najlepszy utwór „Without Me„. Utrzymana w średnim tempie popowa ballada, oparta na fragmentach starego hitu Justina Timberlake’a „Cry Me a River”, powaliła konkurencję. Halsey śpiewa tu jak natchniona i po raz kolejny jej wokal jest największym atutem kompozycji, która instrumentalnie nie zwraca na siebie szczególnej uwagi. „Without Me” to typowa piosenka o zawiedzionym nadziejach, zerwaniu znajomości, końcu miłości, ale Ashley swoim wokalem dała jej powera, którego brakuje tysiącom innych kompozycji. Powera, którego może dać tylko piosenkarka wrażliwa, szczególnie uzdolniona i cierpiąca. Taka jak Halsey, która promuje utwór złowrogą grafiką z trupią czaszką.

 

Nie chcemy nowej muzyki!

Marzec 22, 2019

taylor_swift

„Reputation” Taylor Swift i ścieżka dźwiękowa do filmu „The Greatest Showman” były największymi bestsellerami ubiegłego roku na świecie. Jednak nawet te płyty nie przekonały Polaków do nowych nagrań. W Polsce generalnie słucha się starych piosenek. Oczywiście sporą popularność zyskały ostatnio niektóre polskie utwory hip-hopowe, disco-polo oraz dokonania paru polskich twórców pop-rockowych, m.in. Dawida Podsiadło, ale są to wyjątki od reguły.

Tytuł tego wpisu jest trochę prowokujący, ale idealnie oddaje preferencje muzyczne Polaków. Naukowcy co jakiś czas przeprowadzają badania gustu muzycznego w naszym kraju. Wynika z nich, że Polacy lubią muzykę i towarzyszy im ona w codziennych zajęciach lub odpoczynku. Jest to jednak tylko część prawdy. Przeprowadziłem badania wśród znajomych oraz użytkowników Internetu. Wynika z nich, że większość ludzi lubi słuchać przede wszystkim starej muzyki, którą dobrze zna. Podobnie jest z wpisami blogowymi i artykułami muzycznymi. Jeżeli chcemy czytać o muzyce to preferujemy teksty o muzykach, których twórczość dobrze znamy, zawierające mnóstwo ciekawostek. Dlatego w ostatnich tygodniach na blogu pojawiły się wpisy poświęcone studyjnym płytom zespołu Queen oraz historyjki poświęcone Lemmy’emu, Post Malone’owi, Boy’owi George’owi oraz Freddiemu Mercury’emu.

Zdecydowana większość ludzi w Polsce nie chce słuchać nowej muzyki, chociaż jest ona na wyciągnięcie ręki. Internet jest w tej chwili wielką biblioteką. Słuchacze mają większy wybór niż kiedykolwiek, dzięki takim serwisom internetowym jak Spotify czy YouTube i mogą poznać dokonania każdego twórcy. Można posłuchać modnych obecnie Korteza, Brockhampton, Carrie Underwood czy The Weeknd. Można posłuchać klasycznych albumów George’a Harrisona, The Rolling Stones, Earth, Wind & Fire czy Eagles. Większość słuchaczy w Polsce jednak woli nie dokształcać się muzycznie. Woli słuchać tego co dobrze zna. Ostatni research wśród internautów w miażdżący sposób potwierdził tę tezę. Przykładowo jedna z idealnych playlist według czytelników na pełen relaksu wieczór wygląda w ten sposób:

1.M People – Moving On Up,
2.Bad Boys Blue – Youre A Woman,
3.Tom Petty & The Heartbreakers – Learning To Fly,
4.Jennifer Lopez – Lets Get Loud,
5.Queen – The Show Must Go On,
6.Scatman John – Scatman (Ski-Ba-Bop-Ba-Dop-Bop),
7.Modern Talking – Brother Louie,
8.Bee Gees – You Win Again,
9.Wham! – Club Tropicana,
10.Adamski Feat. Seal – Killer,
11.A-Ha – Take On Me,
12.Snap! – The Power,
13.Sandra – In The Heat Of The Night,
14.Mr. Mister – Broken Wings,
15.Kelly Clarkson – Behind These Hazel Eyes.

Nie ma w tych zestawieniach wielu nowości i w ogóle nie ma utworów nieznanych wykonawców. Mając na uwadze powyższe ludziom opowiadających o piractwie internetowym mogę odpowiedzieć tylko, że nawet gdyby nie można było nic ściągać z Internetu to Polacy nie odczuli by tego. Dlaczego? Ponieważ ludzie nie chcą poznawać nowych piosenek. Rynek jest przeładowany nagraniami. Ludzie mają czego słuchać. Stare piosenki w zupełności im wystarczają. Nowości słuchają jedynie młodzi.Co to oznacza? Być może stoimy u progu kolejnej rewolucji w przemyśle muzycznym? Może skończą się czasy albumów muzycznych, a wykonawcy będą wypuszczali w eter jedynie perfekcyjnie wyszlifowane nagrania. W każdym razie ciężko wyobrazić sobie, że rynek będzie wyglądał tak jak w drugiej połowie XX wieku skoro jest coraz mniej osób, które chcą poznawać nowe płyty.

 


%d blogerów lubi to: